Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie o dzieciach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie o dzieciach. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2012

Z psem na grzbiecie

  No, dobrze, przyznaję się - lubię swoją pracę. Czy to źle? W  końcu nie każdy ma ze swojej tyle satysfakcji, co ja. Przynajmniej tej niematerialnej... Mogę w niej usłyszeć od podopiecznych różne, czasem miłe rzeczy, co już samo w sobie posiada konkretną wartość.
  Ostatnio podszedł do mnie Pawełek i zagadnął:
  "Ale ma pani dużo włosów!"- przyznaję, że urosłam conajmniej o 15 centymetrów po usłyszeniu takiego komentarza. Cóż, jestem tylko człowiekiem... Tymczasem Pawełek kontynuował na tym samym wdechu:
  "Jakby pani miała psa na plecach..."

wtorek, 17 stycznia 2012

Złudny blask klejnotów

Najlepszymi przyjaciólmi kobiety nie są żadne przereklamowane diamenty.
Są nimi zmywarki. :-)

(Ukłon ku Joli)

Zagubione korelacje

  Moja mama powiedziała kiedyś, że nie odzywa się, kiedy nie ma nic mądrego do powiedzenia.

  Prafrazując: ideałem byłaby sytuacja, że jeżeli już ktoś coś mówi, oznacza to, że ma akurat coś mądrego do powiedzenia.

Niestety, przynajmniej w moim przypadku, korelacja nie jest tak do końca oczywista.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Tym razem nie o dzieciach

   Jak to często bywa w dzisiejszych czasach  moje wykształcenie okazałało się niewystarczające, by załapać się na fotel prezesa, albo chociaż na jakiś inny fotel, byle na dłużej i za rozsądną płacę. Wpadłam więc na pomysł, by uzupełnić edukację, co w zamierzeniach miało przybliżyć mnie do upragnionego i wysoce opłacalnego etatu. Po drodze przyszło się jednak zmierzyć z "prozą życia" jak to śpiewał Perfect. Notatki robić trzeba, co nieco uczyć się  też.  Któregoś dnia zeskanowałam swoje zapiski dla nieobecnych na zajęciach i przesłałam mailem.
   Jakież było moje oburzenie, gdy jakiś czas później dostałam sms-a z prośbą o przepisanie notatek na komputerze, bo trudno je (rzekomo!) odczytać. Jak to możliwe, skoro specjalnie się starałam, niemalże kaligrafowałam!
   Buzując energią pomaszerowałam do męża i podstawiłam mu pod nos zeszyt.
   "No, powiedz, czy tego nie da się odczytać?!"
   Na jego twarzy pojawił się wyraz skupienia, widać było, że za wszelką cenę stara się, by wyszło na moje. Po kilku nieudanych próbach wyartykułowania czegoś sensownego poddał się:
   "Nie wiem, co tu pisze."
   Żaden balon tak szybko nie oklapł, jak ja wtedy. Notatki przepisałam tym razem. Z nowymi już się jednak nie wyrywam...