No, dobrze, przyznaję się - lubię swoją pracę. Czy to źle? W końcu nie każdy ma ze swojej tyle satysfakcji, co ja. Przynajmniej tej niematerialnej... Mogę w niej usłyszeć od podopiecznych różne, czasem miłe rzeczy, co już samo w sobie posiada konkretną wartość.
Ostatnio podszedł do mnie Pawełek i zagadnął:
"Ale ma pani dużo włosów!"- przyznaję, że urosłam conajmniej o 15 centymetrów po usłyszeniu takiego komentarza. Cóż, jestem tylko człowiekiem... Tymczasem Pawełek kontynuował na tym samym wdechu:
"Jakby pani miała psa na plecach..."
Jestem matką 3 chłopców, którzy regularnie doprowadzają mnie do białej gorączki. Muszę jednak przyznać, że nie zamieniłabym ich na nic innego na świecie... :) Czasami bywa trudno, ale wtedy dobrze jest sobie przypomnieć te zabawne chwile, a jest ich na prawdę sporo. To dzięki nim można się poczuć jak dziecko w sklepie z zabawkami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 maja 2012
środa, 11 stycznia 2012
Kłopoty z pamięcią
Wizyta kolędowa dobiegała końca i ksiądz wikary zbierał się do wyjścia. Na przedpokoju zatrzymał sie przy klatce ze szczurami chłopaków (Demonem i Kropkiem). To ich kolejne szczury. Poprzednia para zeszła z tego świata jakieś dwa lata wcześniej. Adaś (6,5 roku) zapragnął zabłysnąć informacją, że wcześniej też mieli gryzonie i po zapoznaniu księdza z aktualnymi mieszkańcami terrarium zapytał go, czy ten wie, jak się tamte nazywały. Wikary okazując uprzejme zainteresowanie odparł, oczywiście, że nie wie i czekał na odpowiedź dziecka. Nastała pełna konsternacji cisza, dość długa zresztą, bo pamięć okazała się zawodna i Adasiowi imiona wyleciały z głowy. W końcu palnął:
"Inaczej".
Ksiądz tak się śmiał, że aż się popłakał.
My zresztą też :).
"Inaczej".
Ksiądz tak się śmiał, że aż się popłakał.
My zresztą też :).
czwartek, 16 czerwca 2011
Nie pusce lyby!
Parę dni przed Bożym Narodzeniem. Adaś ma 2,5 roku. Kupiliśmy karpie i daliśmy je do wanny. Adaś nie mógł się nadziwić wielkim rybom pływającym tak blisko niego. Nie chciał za żadne skarby świata wyjść z łazienki. W końcu mąż zostawił go tam zgasiwszy światło w nadziei, że ciemność go zniechęci i wyjdzie na oświetlony przedpokój. Nic z tego! Po pewnym czasie dał się natomiast słyszeć buntowniczy głos Adasia:
-"Nie pusce! Nie pusce! Nie pusce lyby!"
Kiedy tknięta dziwnym przeczuciem wpadłam do łazienki, zobaczyłam, jak tuli do siebie karpia...
-"Nie pusce! Nie pusce! Nie pusce lyby!"
Kiedy tknięta dziwnym przeczuciem wpadłam do łazienki, zobaczyłam, jak tuli do siebie karpia...
niedziela, 3 kwietnia 2011
Imię dla zwierzaka
Kupiliśmy dzieciom wymarzone szczury, a właściwie szczurzyce. Julek miał wtedy 8, a Adaś 4 lata. Po zapakowaniu ich do podróżnego pudełka z otworami wentylacyjnymi, maszerujemy do samochodu, pytam chłopaków, jak je nazwą.
"Rabcia" -oświadcza Julek.
Adaś też nie zastanawiał sie długo i wypalił :
"Rybik".
Do dziś nie wiem, skąd mu to przyszło na myśl.
"Rabcia" -oświadcza Julek.
Adaś też nie zastanawiał sie długo i wypalił :
"Rybik".
Do dziś nie wiem, skąd mu to przyszło na myśl.
Ornitologiczny dysonans
Adam (7,5 roku) zainteresował się dźwigami budowlanymi. Pyta mnie kiedyś, jak one się nazywają. Więc błysnęłam wiedzą, że mianowicie żurawie. Jak będzie chciał, możemy takie zobaczyć, bo w Zawierciu budują nowy blok i stoi tam między innymi jeden extra, czerwony żuraw. Nie minęły może dwa dni, a wybieramy się do rzeczonego miasta po buty. Dojeżdżamy do obiecywanego urządzenia, a Adaś krzyczy rozentuzjazmowany:
"Są te pawie!"
"Są te pawie!"
sobota, 2 kwietnia 2011
Primaaprilisowa wpadka
Prima aprilis. Idziemy z Adaśkiem (7 i 1/2 lat) do szkoły. Po drodze podziwiamy trzycentymetrowego, czarnego żuka z guzkami na skrzydłach pokrywowych. Piękny. Ale takim rodzajem piękna, które ma sie ochotę podziwiać właśnie na odległość. Bezpieczną.
Przy okazji informuję Adasia, jaki dziś dzień, niech będzie przygotowany, że pani może będzie chciała ich zrobić w balona. Mały zaczął od razu obmyślać, czym tu zaskoczyć kolegów, żeby dali się nabrać.
W pewnym momencie rzucam do niego lekko przerażonym głosem:
"Adaś, masz żuka na kapturze!"
"Zdejmij go!"
"Kiedy się brzydzę!"
Widzę konsternację w jego oczach, więc uświadamiam go usłużnie, że jest prima aprilis. Zrobił zaciętą minę i prawię słyszę, jak mu się zaczęły obracać trybiki. Czekam,co wymyśli. Tuż przed budynkiem szkoły mówi zdziwionym tonem:
"Mama, masz żabę na żabie". Po chwili uświadamia sobie, co powiedział i śmiejemy się już oboje aż do szatni.
Przy okazji informuję Adasia, jaki dziś dzień, niech będzie przygotowany, że pani może będzie chciała ich zrobić w balona. Mały zaczął od razu obmyślać, czym tu zaskoczyć kolegów, żeby dali się nabrać.
W pewnym momencie rzucam do niego lekko przerażonym głosem:
"Adaś, masz żuka na kapturze!"
"Zdejmij go!"
"Kiedy się brzydzę!"
Widzę konsternację w jego oczach, więc uświadamiam go usłużnie, że jest prima aprilis. Zrobił zaciętą minę i prawię słyszę, jak mu się zaczęły obracać trybiki. Czekam,co wymyśli. Tuż przed budynkiem szkoły mówi zdziwionym tonem:
"Mama, masz żabę na żabie". Po chwili uświadamia sobie, co powiedział i śmiejemy się już oboje aż do szatni.
wtorek, 1 marca 2011
Na jagody
Julek miał jakieś 2,5 roku, kiedy wybrałam się z nim i moją mamą do lasu na jagody. Było ich zatrzęsienie, chciałoby się je wszystkie zebrać, a tu małemu co rusz się nudzi i trzeba go jakoś zabawiać. Wpadłam w pewnym momencie na "super pomysł", żeby mu dać do oglądania gąsienicę, którą wypatrzyłam na gałązce - taką niedużą, zieloną, niewłochatą.
Jestem biologiem i żadne z moich dzieci nie boi się specjalnie, ani nie brzydzi zwierząt, bez względu na to czy mają oślizłe ciało, czy może jakoś szczególnie dużo nóg. Julek był zachwycony. A ja mogłam się oddać temu, po co do lasu przyjechałam.
W pewnym momencie coś mnie tknęło. Za długo było cicho. Każdy, kto ma dzieci zdaje sobie sprawę, że jest to nader niepokojący objaw. Ogarnęłam spojrzeniem sytuację. Nie było "maskotki".
-Julciu, a gdzie jest gąsienica?
Cisza.
W zasadzie mogłam podejrzewać, że mu po prostu spadła. Drążyłam jednak temat.
-No, gdzie masz gąsieniczkę?
Po pewnym czasie palec podniósł się do góry. Nie zaskoczyłam od razu. A potem opadła mi szczęka ze zdumienia.
Mały wpakował sobie gąsienicę do... nosa. Oczami wyobraźni widziałam przerażone zwierzę, jak brnie do nasady nosa, a laryngolog przy pomocy kleszczy usiłuje wyciągnąć je na światło dzienne. Wśród sosenek raczej trudno jednak napatoczyć się na lekarza specjalistę, jak tu więc samemu skłonić larwę do wyjścia na zewnątrz?
Tylko bez paniki!
Na szczęście Julek umiał porządnie smarkać w chusteczkę. Gąsienica cała i zdrowa, choć cokolwiek klejąca opuściła jego kinol. A mnie odechciało się zbierania jagód.
Jestem biologiem i żadne z moich dzieci nie boi się specjalnie, ani nie brzydzi zwierząt, bez względu na to czy mają oślizłe ciało, czy może jakoś szczególnie dużo nóg. Julek był zachwycony. A ja mogłam się oddać temu, po co do lasu przyjechałam.
W pewnym momencie coś mnie tknęło. Za długo było cicho. Każdy, kto ma dzieci zdaje sobie sprawę, że jest to nader niepokojący objaw. Ogarnęłam spojrzeniem sytuację. Nie było "maskotki".
-Julciu, a gdzie jest gąsienica?
Cisza.
W zasadzie mogłam podejrzewać, że mu po prostu spadła. Drążyłam jednak temat.
-No, gdzie masz gąsieniczkę?
Po pewnym czasie palec podniósł się do góry. Nie zaskoczyłam od razu. A potem opadła mi szczęka ze zdumienia.
Mały wpakował sobie gąsienicę do... nosa. Oczami wyobraźni widziałam przerażone zwierzę, jak brnie do nasady nosa, a laryngolog przy pomocy kleszczy usiłuje wyciągnąć je na światło dzienne. Wśród sosenek raczej trudno jednak napatoczyć się na lekarza specjalistę, jak tu więc samemu skłonić larwę do wyjścia na zewnątrz?
Tylko bez paniki!
Na szczęście Julek umiał porządnie smarkać w chusteczkę. Gąsienica cała i zdrowa, choć cokolwiek klejąca opuściła jego kinol. A mnie odechciało się zbierania jagód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)