niedziela, 17 kwietnia 2011

Tym razem nie o dzieciach

   Jak to często bywa w dzisiejszych czasach  moje wykształcenie okazałało się niewystarczające, by załapać się na fotel prezesa, albo chociaż na jakiś inny fotel, byle na dłużej i za rozsądną płacę. Wpadłam więc na pomysł, by uzupełnić edukację, co w zamierzeniach miało przybliżyć mnie do upragnionego i wysoce opłacalnego etatu. Po drodze przyszło się jednak zmierzyć z "prozą życia" jak to śpiewał Perfect. Notatki robić trzeba, co nieco uczyć się  też.  Któregoś dnia zeskanowałam swoje zapiski dla nieobecnych na zajęciach i przesłałam mailem.
   Jakież było moje oburzenie, gdy jakiś czas później dostałam sms-a z prośbą o przepisanie notatek na komputerze, bo trudno je (rzekomo!) odczytać. Jak to możliwe, skoro specjalnie się starałam, niemalże kaligrafowałam!
   Buzując energią pomaszerowałam do męża i podstawiłam mu pod nos zeszyt.
   "No, powiedz, czy tego nie da się odczytać?!"
   Na jego twarzy pojawił się wyraz skupienia, widać było, że za wszelką cenę stara się, by wyszło na moje. Po kilku nieudanych próbach wyartykułowania czegoś sensownego poddał się:
   "Nie wiem, co tu pisze."
   Żaden balon tak szybko nie oklapł, jak ja wtedy. Notatki przepisałam tym razem. Z nowymi już się jednak nie wyrywam...

środa, 13 kwietnia 2011

U okulisty

   Wybrałam się z Julkiem (11 lat) i Adasiem (8 lat) na badania kontrolne do okulisty. Przyjęła nas starsza pani, bardzo uprzejma. Oby takich więcej w służbie zdrowia...

   Jako pierwszy na fotelu zasiadł Adaś i przyłożył do oka okulary z przesłoniętym jednym okiem. Gdy doktor wskazała mu  podświetlony rządek, przeczytał bez zająknięcia:
   "Yznrf".
   "Po jednej literce, proszę" - urzejmie nakierowała go pani doktor.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Nieobecni nie mają głosu.

   To prawda stara jak świat. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, że jest jej świadom mój Adaś (rok i 7 miesięcy). Ale po kolei...

   Męża nie było w domu.  Poszedł na noc do pracy, żeby zarobić na utrzymanie wszystkich naszych głodomorów. Tymczasem Adaśko usikał się, jak mało kiedy. Był w pielusze tetrowej, bo pampersa zakładałam mu dopiero przed północą, toteż trzeba go było rozbierać do rosołu. Besztam więc go zmarszczywszy srogo brwi:
   "No, kto tak sika!?"
   "Tata."
free counters

sobota, 9 kwietnia 2011

Rrrrrrrrr

   Julek (5 lat) nauczył się wreszcie mówić "r". Przełamał się, jak był u moich rodziców. (Podejrzewam, że mama wałkowała to z nim do znudzenia...). Zanosiło się na to już od paru dni, bo zaczynał mówić takie francuskie "ghrr".
     Gdy po niego przyjechałam, przywitał mnie:
    "A, wiesz, co ja już umiem mówić? RYBA!" Przez jakiś czas wstawiał potem "r" wszędzie, czy trzeba, czy nie trzeba. Brzmiało to szczególnie komicznie, gdy mówił o sobie "Jurek".

czwartek, 7 kwietnia 2011

Wzdęcia

   Latem. Karmię króliki, a Julek (5 lat) jak zwykle klepie. Przy okazji „bawimy się” w Harrego Pottera. Mój wkład do zabawy, ze względu na targanie skrzynki ze skoszoną trawą i kubełka  z ziarnem, ogranicza się do posapywania, o przepraszam – potakiwania w odpowiednich momentach. Nie na długo jednak.
   „Hermiona” – zwraca się do mnie Julek konspiracyjnym tonem- „Ja to bez przerwy jestem chory, mam katar i wzdęcia. Katar to mi przeszedł dopiero latem.” – i dalej na tym samym wdechu: -„Mamusiu, a co to są wzdęcia?”
   Trudno silić się na elokwencję,  gdy upał sprawia, że ma się ochotę tylko na to, by gdzieś się zaszyć w cieniu ze szklanką czegoś chłodnego do picia, a poza tym, co tu kryć, momentami traci się wątek w tym ciągłym jego gadaniu. Muszę się przyznać, że palnęłam bez zastanowienia:
   „To wtedy, jak się ma duży brzuch”.
   „Mamusiu, a tatuś ma wzdęcia?”
   Ręce mi opadły.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Dawna forma życia

   Któregoś dnia Julek (5 lat) pyta mnie:
   "Mamusiu, a co to jest dawna forma życia?"
   No to mu tłumaczę, że to taka istota, która żyła dawno temu, a teraz już jej nie ma.
   "Ach, to tak, jak moja babcia przyszywana!" (pomyliło mu się z prababcią).