Parę dni przed Bożym Narodzeniem. Adaś ma 2,5 roku. Kupiliśmy karpie i daliśmy je do wanny. Adaś nie mógł się nadziwić wielkim rybom pływającym tak blisko niego. Nie chciał za żadne skarby świata wyjść z łazienki. W końcu mąż zostawił go tam zgasiwszy światło w nadziei, że ciemność go zniechęci i wyjdzie na oświetlony przedpokój. Nic z tego! Po pewnym czasie dał się natomiast słyszeć buntowniczy głos Adasia:
-"Nie pusce! Nie pusce! Nie pusce lyby!"
Kiedy tknięta dziwnym przeczuciem wpadłam do łazienki, zobaczyłam, jak tuli do siebie karpia...
Jestem matką 3 chłopców, którzy regularnie doprowadzają mnie do białej gorączki. Muszę jednak przyznać, że nie zamieniłabym ich na nic innego na świecie... :) Czasami bywa trudno, ale wtedy dobrze jest sobie przypomnieć te zabawne chwile, a jest ich na prawdę sporo. To dzięki nim można się poczuć jak dziecko w sklepie z zabawkami.
czwartek, 16 czerwca 2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
Uszko
Adaś (akuratnie 2 latka) na plaży w Chłopach - zapiaszczył sobie rurkę od termosiku. Żeby mógł się napić, dałam mu kubeczek, który był w komplecie, z poleceniem, żeby trzymał go za uszko, to mu naleję soku.
Tymczasem nasz Adaśko wziął do rączki kubeczek i przytrzymał go za uszkiem... swoim.
Tymczasem nasz Adaśko wziął do rączki kubeczek i przytrzymał go za uszkiem... swoim.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Tym razem nie o dzieciach
Jak to często bywa w dzisiejszych czasach moje wykształcenie okazałało się niewystarczające, by załapać się na fotel prezesa, albo chociaż na jakiś inny fotel, byle na dłużej i za rozsądną płacę. Wpadłam więc na pomysł, by uzupełnić edukację, co w zamierzeniach miało przybliżyć mnie do upragnionego i wysoce opłacalnego etatu. Po drodze przyszło się jednak zmierzyć z "prozą życia" jak to śpiewał Perfect. Notatki robić trzeba, co nieco uczyć się też. Któregoś dnia zeskanowałam swoje zapiski dla nieobecnych na zajęciach i przesłałam mailem.
Jakież było moje oburzenie, gdy jakiś czas później dostałam sms-a z prośbą o przepisanie notatek na komputerze, bo trudno je (rzekomo!) odczytać. Jak to możliwe, skoro specjalnie się starałam, niemalże kaligrafowałam!
Buzując energią pomaszerowałam do męża i podstawiłam mu pod nos zeszyt.
"No, powiedz, czy tego nie da się odczytać?!"
Na jego twarzy pojawił się wyraz skupienia, widać było, że za wszelką cenę stara się, by wyszło na moje. Po kilku nieudanych próbach wyartykułowania czegoś sensownego poddał się:
"Nie wiem, co tu pisze."
Żaden balon tak szybko nie oklapł, jak ja wtedy. Notatki przepisałam tym razem. Z nowymi już się jednak nie wyrywam...
Jakież było moje oburzenie, gdy jakiś czas później dostałam sms-a z prośbą o przepisanie notatek na komputerze, bo trudno je (rzekomo!) odczytać. Jak to możliwe, skoro specjalnie się starałam, niemalże kaligrafowałam!
Buzując energią pomaszerowałam do męża i podstawiłam mu pod nos zeszyt.
"No, powiedz, czy tego nie da się odczytać?!"
Na jego twarzy pojawił się wyraz skupienia, widać było, że za wszelką cenę stara się, by wyszło na moje. Po kilku nieudanych próbach wyartykułowania czegoś sensownego poddał się:
"Nie wiem, co tu pisze."
Żaden balon tak szybko nie oklapł, jak ja wtedy. Notatki przepisałam tym razem. Z nowymi już się jednak nie wyrywam...
środa, 13 kwietnia 2011
U okulisty
Wybrałam się z Julkiem (11 lat) i Adasiem (8 lat) na badania kontrolne do okulisty. Przyjęła nas starsza pani, bardzo uprzejma. Oby takich więcej w służbie zdrowia...
Jako pierwszy na fotelu zasiadł Adaś i przyłożył do oka okulary z przesłoniętym jednym okiem. Gdy doktor wskazała mu podświetlony rządek, przeczytał bez zająknięcia:
"Yznrf".
"Po jednej literce, proszę" - urzejmie nakierowała go pani doktor.
Jako pierwszy na fotelu zasiadł Adaś i przyłożył do oka okulary z przesłoniętym jednym okiem. Gdy doktor wskazała mu podświetlony rządek, przeczytał bez zająknięcia:
"Yznrf".
"Po jednej literce, proszę" - urzejmie nakierowała go pani doktor.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Nieobecni nie mają głosu.
To prawda stara jak świat. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, że jest jej świadom mój Adaś (rok i 7 miesięcy). Ale po kolei...
Męża nie było w domu. Poszedł na noc do pracy, żeby zarobić na utrzymanie wszystkich naszych głodomorów. Tymczasem Adaśko usikał się, jak mało kiedy. Był w pielusze tetrowej, bo pampersa zakładałam mu dopiero przed północą, toteż trzeba go było rozbierać do rosołu. Besztam więc go zmarszczywszy srogo brwi:
"No, kto tak sika!?"
"Tata."
Męża nie było w domu. Poszedł na noc do pracy, żeby zarobić na utrzymanie wszystkich naszych głodomorów. Tymczasem Adaśko usikał się, jak mało kiedy. Był w pielusze tetrowej, bo pampersa zakładałam mu dopiero przed północą, toteż trzeba go było rozbierać do rosołu. Besztam więc go zmarszczywszy srogo brwi:
"No, kto tak sika!?"
"Tata."
sobota, 9 kwietnia 2011
Rrrrrrrrr
Julek (5 lat) nauczył się wreszcie mówić "r". Przełamał się, jak był u moich rodziców. (Podejrzewam, że mama wałkowała to z nim do znudzenia...). Zanosiło się na to już od paru dni, bo zaczynał mówić takie francuskie "ghrr".
Gdy po niego przyjechałam, przywitał mnie:
"A, wiesz, co ja już umiem mówić? RYBA!" Przez jakiś czas wstawiał potem "r" wszędzie, czy trzeba, czy nie trzeba. Brzmiało to szczególnie komicznie, gdy mówił o sobie "Jurek".
Gdy po niego przyjechałam, przywitał mnie:
"A, wiesz, co ja już umiem mówić? RYBA!" Przez jakiś czas wstawiał potem "r" wszędzie, czy trzeba, czy nie trzeba. Brzmiało to szczególnie komicznie, gdy mówił o sobie "Jurek".
Subskrybuj:
Posty (Atom)